Golf na Ciepłym Wybrzeżu

English version: Golf on the Warm Coast

tytułowe

Za nami 11 tydzień naszej podróży. Krok po kroku zbliżamy się do Andaluzji, rozciągającego się wzdłuż całego południowego wybrzeża Hiszpanii, ciepłego i słonecznego regionu. Póki co, ostatni tydzień spędziliśmy w Murcji, gdzie odwiedziliśmy m. in. Kartagenę, miasto którego bogata historia sięga czasów starożytnych i Bolnuevo – niewielkie miasteczko położone ok. 30 km na zachód od Kartageny wśród malowniczych nadmorskich klifów i wzgórz.

Cały ten obszar od wschodu i południa oblewany przez Morze Śródziemne nosi nazwę Costa Calida, czyli Ciepłe Wybrzeże. I rzeczywiście, szybko przekonaliśmy się, że ta nazwa ma wiele wspólnego z rzeczywistością.

Właśnie wspomniane wcześniej Bolnuevo wybraliśmy za naszą bazę wypadową na mijający tydzień. Zatrzymaliśmy się na dużym parkingu dla kamperów nieopodal plaży. Korzystając z okazji Golf zażył kąpieli w słonej, morskiej wodzie. Jak widać, nie zaszkodziła mu.

271

Okolice Mazarron i Bolnuevo są bardzo ciekawe pod względem geologicznym. Dosłownie kilkanaście metrów obok miejsca naszego postoju mamy już na to pierwszy dowód.

2

Pobliskie wybrzeże obfituje w piaskowe skały, którym proces erozji nadał wyjątkowe kształty. Kolejnym charakterystycznym elementem krajobrazu są porozrzucane małe kamienne wysepki. Często zbyt małe i zbyt surowe, aby nawet ptactwo mogło tam zamieszkać.

3

4

Nie przeszkodziło to jednak w osiedleniu się tutaj ludzi. Co prawda mieszkańców w rejonach górzystych jest niewielu, ale niektóre domy są za to bardzo okazałe. Oto przykład jednego z nich, otoczonego małym gajem palmowym, posiadającego dwa tarasy z widokiem na morze, położonego na dość stromym opadającym ku morzu stoku.

5

My, korzystając z pięknej pogody i wolnego czasu, wybraliśmy się dalej wzdłuż wybrzeża. Od czasu do czasu mijali nas pojedynczy turyści pieszo lub rowerami, ale przez zdecydowaną większość czasu byliśmy sami na tym niezamieszkanym terenie.

6

Zbaczając nieco bliżej w stronę morza dotarliśmy do dzikiej, ukrytej wśród skał zatoczki. Wydawałoby się, ze raczej nikt tutaj się nie zapuszcza i miejsce jest totalnie odludne…

7

Jednak zmierzając ku niemu minęliśmy pozdrawiających nas dwóch mężczyzn w średnim wieku, którzy nie wyglądali na turystów. I jak się później okazało, w zatoczce była jaskinia w której znaleźliśmy świeże ślady obecności ludzi. Mianowicie mieli tutaj coś na kształt domku letniskowego, z krzesłami, prymitywnym stołem, legowiskiem i drewnianą osłoną od wiatru. Bardzo możliwe, że mieszkali w tych spartańskich warunkach na kompletnym odludziu.

8

Spoglądając z zatoki w stronę gór możemy się przekonać, że im dalej na zachód tym bardziej dziko. Gdyby nie pojedyncze palmy świadczące o bliskości morza i słonej wody, moglibyśmy z łatwością pomylić ten krajobraz z równinami Meksyku lub Teksasu.

9

Górzyste tereny między Bolnuevo i Mazarron zainteresowały nas na tyle mocno, że postanowiliśmy wybrać się w kolejnych dniach na jeszcze jedną wycieczkę, tym razem typową górską. Zanim jednak to zrobiliśmy, pojechaliśmy do położonej nieopodal Kartageny, największego miasta w okolicy.

O jego historii można powiedzieć naprawdę dużo. Z uwagi na znakomite położenie nad osłoniętą górami, wcinającą się głęboko w ląd zatoką, Fenicjanie już w 227 r p.n.e. założyli tutaj kolonię z myślą o dalszym podboju Półwyspu Iberyjskiego. W kolejnych wiekach miasto przechodziło z rąk do rąk zajmowane kolejno przez Rzymian, Arabów i ostatecznie Hiszpanów podczas rekonkwisty.

Tablica na jednym z budynków w centrum miasta najlepiej pokazuje bogate dzieje Kartageny.


289

Na wielu wzgórzach otaczających miasto do dziś można obserwować pozostałości dawnych kultur w postaci gorzej lub lepiej zachowanych ruin. My wybraliśmy się na jedno z nich, aby poobserwować panoramę miasta. Patrzymy na północ, czyli w stronę współczesnej części miasta.

273

I na południe, w stronę zatoki i portu. Z uwagi na znakomite położenie port w Kartagenie do dziś stanowi jedną z baz hiszpańskiej marynarki wojennej. Kluczowe znaczenie odgrywał jednak w poprzednich wiekach, kiedy Hiszpania przez pewien czas była największą potęgą morską na świecie.

11

Jesteśmy już w okolicy nabrzeża portowego. Jak widać na zimę docierają tutaj nawet wieloryby. Przepływają przez przesmyk Cieśniny Gibraltarskiej i uciekają z chłodnego Oceanu Atlantyckiego do cieplejszych wód Morza Śródziemnego 😉

12

Patrzymy w stronę centrum. Za pomnikiem zaczyna się Calle Mayor, najbardziej okazała ulica w mieście.

274

Odwracając się widzimy nadmorski bulwar otoczony palmami. Na prawo znajduje się port pełen zakotwiczonych tutaj na zimę potężnych jachtów i katamaranów. Na lewo z kolej jest bulwar Alfonsa XII, jedna z głównych alei w dzielnicy portowej.

275

Z kolei po lewej stronie znajduje się zbudowany w 2009 roku pomnik ofiar terroryzmu.

276

Przy samym nabrzeżu widzimy jeden z reprezentacyjnych gmachów Politechniki Kartageńskiej.

16

Z portu przenosimy się w stronę gęsto zabudowanego centrum miasta. Przy Calle Mayor święta w pełni, Jest choinka, są świąteczne dekoracje a wieczorem ulica rozbłyska setkami rozwieszonych w powietrzu ozdób.

17

Ratusz miejski również przyozdobiony w bożonarodzeniowe akcenty.

278 bis

Calle Mayor jest głównym deptakiem miasta, ulicą handlową, turystyczną i wielką restauracją w jednym. Wyłożona jest eleganckimi lśniącymi płytkami, które wydawałoby się bardziej pasują do wnętrz kościołów i budynków użyteczności publicznej, ale w Hiszpanii jest to dość popularne rozwiązanie. W krajach o większej częstotliwości opadów zapewne by się nie sprawdziło, ale tutaj znakomicie zdaje egzamin a przy okazji pięknie wygląda.

19

20

Mikołaje już niosą prezenty. Prawdę mówiąc, gdyby nie świąteczne ozdoby, „Last Christmas” w supermarketach i bożonarodzeniowe jarmarki ciężko byłoby zorientować się, że zbliżają się święta. Dla Hiszpanów to normalność, ale dla przybyszów takich jak my, zarówno warunki atmosferyczne jak i krajobrazy bardziej kojarzą się z polskim latem niż okresem świątecznym.

21

Po powrocie z Kartageny udaliśmy się na zaplanowaną wcześniej wycieczkę górską. Okolice są dzikie i bezludne więc liczyliśmy, że może uda się spotkać jakąś zwierzynę.

22

Szybko zboczyliśmy z kamienistej ścieżki i udaliśmy się na przełaj w stronę łagodnych, choć miejscami trudno dostępnych stoków. Im wyżej, tym piękniejszy widok za plecami. Morze i góry w jednym miejscu. Coś, co w Polsce dzieli kilkaset kilometrów, tutaj mamy na jednym zdjęciu.

23

Przed nami pasmo wzdłuż którego szliśmy przez ładnych kilka kilometrów. Żadnych ludzi, żadnym zabudowań, połowa grudnia i 25 stopni C.

24

I natknęliśmy się w końcu na przedstawiciela hiszpańskiej fauny. Olbrzymi, jak na nasze pojęcie, pająk i jego pajęczyna zatarasowały nam drogę wzdłuż zbocza. Dobrze, że zawczasu go zobaczyliśmy, bo miał już w sieci jedną muchę. Nie chcielibyśmy być jego kolejnymi ofiarami.

25

Po tych wrażeniach wróciliśmy cali i zdrowi do Golfa. Okazało się, że to jeszcze nie wszystko na dzisiaj. Mieliśmy okazję zobaczyć spektakularny zachód słońca. Horyzont wyglądał jakby zapłonął a niebo nie nadążało z przykrywaniem go swoimi ciemnogranatowymi kłębami chmur. Przez kilka minut zauroczeni obserwowaliśmy to zjawisko.

26

Na dziś to wszystko. Jutro wyjeżdżamy w okolicę Almerii, we wschodniej Andaluzji, gdzie planujemy pobyt do Świąt Bożego Narodzenia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.