Golf w krainie soli

English version:  Golf in the land of salt

tytułowe

Za nami kolejny tydzień naszej podróży przez Europę. Po przejechaniu 5500 kilometrów systematycznie przesuwamy się w stronę południowej Hiszpanii. Ostatni, dziesiąty już, tydzień naszej wyprawy spędziliśmy na granicy wspólnot autonomicznych Walencji i Murcji. Odwiedziliśmy Santa Pola i Torrevieja, dwie turystyczne miejscowości na Costa Blanca.

6 grudnia byliśmy w Santa Pola. Hiszpanie, oprócz tradycyjnych Mikołajek, obchodzą tego dnia święto państwowe – Dzień Konstytucji. Zaraz później, 8 grudnia, mają kolejne święto, tym razem kościelne – Niepokalanego Poczęcia NMP. W związku z tym trafiliśmy akurat na długi weekend.

Oprócz wzmożonego ruchu na ulicach, zapełniły się również nadmorskie bulwary i zlokalizowane tam restauracje i kafejki. My jednak najpierw znaleźliśmy się na przedświątecznym jarmarku. Kramy były rozłożone wewnątrz murów dawnego Castell de Santa Pola, czyli zamku, który znajdował się w tym miejscu. Po dziś dzień zachowały się mury dookoła zamku oraz urocza wbudowana w nie kaplica.

251

Sprzedawcy jarmarczni oferowali wiele ciekawych dla nas produktów. Widać w Hiszpanii popularne jest ziołolecznictwo, bo można było spotkać stragany z ziołami na wszystkie chyba możliwe dolegliwości. Ze stoisk biła woń kadzidła oraz mieszaniny różnorakich ziół i przypraw.

2

Później udaliśmy się w stronę portu. Główną jego część zajmuje przystań dla kutrów rybackich. Z uwagi na święto niewielu rybaków wypływało dzisiaj w morze. Korzystając z dobrej pogody, kilometry sieci rybackich suszyły się na nabrzeżu w grudniowym słońcu.

3

Dużo można powiedzieć o tutejszej roślinności. Generalnie Hiszpanie bardzo o nią dbają. Nie mamy na myśli tylko terenów prywatnych, ale może przede wszystkim, publiczne. Wygląda to naprawdę ładnie. Z ciekawostek, można spotkać tak gigantyczne odmiany kaktusów jak na przykład ten poniżej przypominający swoimi rozmiarami dorodne drzewo.

4

Tu już zadbane krzewy przy jednej z restauracji.

256

Przenosimy się już na jachtową część wybrzeża. Co bogatsi Hiszpanie i, zapewne w większości, obcokrajowcy mieszkający tutaj mogą pozwolić sobie na luksus posiadania własnego, choćby niewielkiego, statku.

6.JPG

W tym miejscu warto nadmienić, że Hiszpania jest rajem dla emerytów z Wielkiej Brytanii, Niemiec, krajów skandynawskich, czy Holandii. Spotyka się ich bardzo wielu. Co istotne – najczęściej nie są oni tutaj na chwilę. Mają tu domy, jachty lub po prostu przyjeżdżają ze swojego kraju kamperami i mieszkają w luksusowych domach na kółkach.

Zabudowania przy samym nabrzeżu. Bardzo dużo hiszpańskich kurortów wygląda w ten sposób. Żeby sprostać potrzebom przybywających tutaj w sezonie turystów buduje się ciasno i wysoko. W zimie większość domów jest pusta. Nie ma ogrzewania a ściany są nadzwyczaj cienkie.

7

Jesteśmy już na nadmorskiej promenadzie. Po lewej restauracje i miejsca do wypoczynku wśród palm. Po prawej zatoka jachtowa. Miejsce jest bardzo schludne. Mimo grudnia nadal jest tutaj bardzo wielu turystów. Nie da się ukryć, że na przykład dla nas, temperatura w okolicy 20 stopni C jest pod koniec roku bardzo kusząca.

Inaczej odbierają to Hiszpanie. Oni najczęściej chodzą okutani w zimowe kurtki, kiedy my i inni turyści, w klapki i okulary przeciwsłoneczne. Po tym najłatwiej poznać kto jest tutejszy a kto nie.

8

Kolejnego dnia wybraliśmy się w okolice miasta Torrevieja. Nieopodal niego znajdują się słone jeziora, obecnie przekształcone wraz z okolicznymi terenami w park krajobrazowy. Jedno z jezior ma charakterystyczny różowy kolor. Sam region jest do dziś jednym z kluczowych producentów soli na świecie. Kurort Torrevieja słynie za to z wyjątkowego mikroklimatu i 335 słonecznych dni w roku.

Jezioro rzeczywiście jest różowe, kiedy patrzymy na nie z drogi N-332 biegnącej kilka kilometrów obok albo z satelity na Google Maps. Niestety, podchodząc bliżej bardzo ciężko dostrzec jego barwę.

9

Tutaj zbliżenie na sól, której kryształki tworzą się na wszystkich okolicznych brzegach.

10

Po tym małym zawodzie dzień później pojechaliśmy już do Torrevieja. To prawie 100-tysięczne miasto oprócz wspomnianych wcześniej złóż soli oraz mikroklimatu jest sporym ośrodkiem turystycznym i portem.

Kiedy w 1829 roku silne trzęsienie ziemi nawiedziło ten region, z niewielkiej wówczas osady rybackiej nie pozostało praktycznie nic. Wtedy odbudowano miasto od podstaw. Jego nazwa pochodzi prawdopodobnie od ostatniego pozostałego po trzęsieni ziemi budynku – starej wieży rybackiej (po hiszpańsku „torre” – stara, „vieja” – wieża).

My zwiedzanie rozpoczęliśmy od długiego na kilkaset metrów falochronu z którego można obserwować zatokę po jednej, a Morze Śródziemne po drugiej stronie.

11

Falochron kończy się latarnią morską. Na kamieniach poniżej barierek wygrzewają się bezpańskie koty. Nie brakuje też wędkarzy, którzy obrali sobie to miejsce za świetne do wędkowania.

268

Wracamy falochronem do miasta i patrzymy na wybrzeże oraz nadmorską promenadę. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, ze jest podobnie jak w Santa Pola. Rzeczywiście, poza rozmiarami (Torrevieja jest sporo większa), sama okolica przybrzeżna jest skonstruowana w podobny sposób. Jednak nikt chyba na to nie narzeka, skoro jest pięknie, ciepło i słonecznie.

13

Kutry rybackie dziś zostały w porcie. Przypomnijmy, mamy Święto Niepokalanego Poczęcia NMP.

14

Nie brakuje za to spacerowiczów na nadmorskiej promenadzie. W ten dzień Hiszpanie szczególnie mocno oblegają knajpki, które ciągną się tutaj kilometrami wzdłuż najpierw kamienistego wybrzeża a później piaszczystych plaż miejskich Torrevieji.

15.JPG

Dalsza część promenady przy porcie jachtowym. Tutaj zadaszenie chroni nie od deszczu a od słońca.

16

Teraz odbijamy od plaży i idziemy do centrum miasta w poszukiwaniu świątecznych akcentów. Ciekawie prezentują się bożonarodzeniowe ozdoby wśród palm.

17

Docieramy do Placu Konstytucji i mamy choinkę. Jest już ładnie przystrojona, ale na zapalenie lampek trzeba by było jeszcze kilka godzin poczekać.

18

Przy tym samym placu wznosi się kościół Parroquia de la Inmaculada Concepción…

19

…a zaraz obok niego… szopka bożonarodzeniowa? Prawdopodobnie tak, choć jest to nie tyle sama szopka, co całe odwzorowane z detalami starożytne miasto.

20

Tak żegnamy się z Torrevieją. My sami zaś za miejsce postoju wybraliśmy w ostatnim tygodniu miejscowość La Marina nad morskim brzegiem między Santa Pola a Torrevieją.

21

Korzystając z chwili wolnego czasu zbudowaliśmy też zamek na piasku na pobliskiej plaży. Ładny?

22

Jutro wyjeżdżamy w dalszą podróż. Tym razem wybieramy się w okolice Kartaginy na południowo-wschodnim krańcu Hiszpanii.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.