Golf u podnóża Alp

English version: Golf at the foothills of the Alps

tytułowe

Trzeci tydzień podróży upłynął nam na poznawaniu regionu Provence-Alpes-Cote d’Azur (Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże). Obszar ten rozciąga się od liczących ponad 3 000 m n.p.m. alpejskich szczytów na wschodzie, doliny Rodanu na zachodzie, oliwnych i winnych sadów na pogórzu północnym aż do Lazurowego Wybrzeża ze stolicą w Marsylii na południu. My skupiliśmy się na północnej części – odwiedziliśmy Awinion (stolicę papieską z XIV wieku), Orange (starożytne rzymskie miasto) oraz Mont Ventoux, mityczną Górę Wiatrów liczącą ponad 1 900 m n.p.m. O jej „wietrzności” przekonaliśmy się na własnej skórze.

Awinion kojarzy nam się przede wszystkim ze słynnym mostem znanym z piosenki „Sur le Pont d’Avignon”, czyli „Na moście w Awinion”. Nie każdy jednak wie, że miasto rozwinęło się i stało słynne głównie dlatego, że w XIV wieku przeniosła się tam z Rzymu Stolica Apostolska.

Przyczyn przeprowadzki należy doszukiwać się w tym, że ówcześni papieże (Francuzi z pochodzenia) nie czuli się bezpiecznie w Rzymie z uwagi na zatargi z miejscową ludnością oraz rządzącymi Rzymem możnymi rodami. Przenosinom do Awinionu patronował król Francji. Warto zauważyć, że po powrocie głowy kościoła katolickiego do Rzymu na przełomie XIV i XV wieku, aż do pontyfikatu Jana Pawła II, każdy z wybieranych papieży był Włochem z pochodzenia.

Nic więc dziwnego, że po dziś dzień nad położonym nad Rodanem Awinionem góruje gotycki Pałac Papieży wraz z Bazyliką Metropolitalną Notre-Dame des Doms (XIV w.). Tutaj obie budowle widziane z mostu Edouarda Daladiera.

1.JPG

Główne atrakcje miasta znajdują się w obszarze ścisłego centrum otoczonego średniowiecznymi murami miejskimi. Wewnątrz murów widzimy typową francuską zabudowę większych miast – eleganckie ulice, pełne markowych sklepów i butików.

2.JPG

Zbliżamy się do Pałacu Papieży i katedry. Pałac jest ogromny, ciężko objąć go jednym  spojrzeniem z bliższej odległości. Surowa bryła i obronny charakter budynku pokazuje jak trudne i niebezpieczne dla papiestwa były późne wieki średnie.

4.JPG

Katedra Notre-Dame również jest surową, gotycką świątynią, która współgra swoją architekturą z siedzibą papieską.

5.JPG

Na tyłach pałacu znajduje się park z którego schodami można zejść do brzegów Rodanu, aż nad sam most uważany przez wielu za wizytówkę miasta. Nas specjalnie nie zafascynował, ale rozumiemy tych, którzy widzą w nim najważniejszy punkt wycieczek do Awinionu.

6.JPG

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, całe średniowieczne centrum otoczone jest szczelnym pierścieniem masywnych murów miejskich.

7.JPG

Część dawnych bram miejskich jest zamurowana, ale żeby ułatwić ruch pieszy w niektórych miejscach wybite są małe przejścia, którymi można dostać i wydostać się z miasta.

8.JPG

Wracając z centrum widzimy ciekawy obrazek. Starsi mężczyźni, co typowe tutaj, grają w bule. Natomiast młodzież, pod przewodnictwem instruktorów, wspina się na jedną z kamiennych podpór mostu im. Edouarda Daladiera.

9.JPG

Kolejny dzień podróży spędziliśmy w Orange, mieście niemal półtora tysiąca lat starszym od Awinionu. Orange jest przykładem niewielkiej obecnie miejscowości legitymującej się wielowiekową tradycją i spuścizną wielu kultur obecnych w tym regionie od ponad 2 000 lat.

Skupimy się głównie na najstarszych budowlach. Największą atrakcją jest jeden z najlepiej zachowanych teatrów rzymskich na świecie – Teatr Antyczny z I wieku n.e.

10.JPG

Obecnie budynek przechodzi renowację, która etapami potrwa aż do 2022 roku (w sumie 8 lat od rozpoczęcia prac!). Nie przeszkadza to w wystawianiu na deskach teatru stylizowanych na czasy romańskie przedstawień. Poniżej widzimy główną ścianę teatru widzianą od wewnątrz. Na scenie w dole występują aktorzy a my patrzymy zza widowni.

11.JPG

Ulicą Victora Hugo zbliżamy się do kolejnego świadectwa obecności Rzymian w Orange, Łuku Triumfalnego.

12.JPG

Łuk Triumfalny, podobnie jak Teatr Antyczny, pochodzi z I wieku n.e. Został wybudowany jako dar wdzięczności dla założycieli kolonii rzymskiej w Orange.

13.JPG

Oprócz powyższych, w Orange znajdują się jeszcze chociażby ruiny świątyni z czasów Imperium, czy fragmenty dawnych murów Forum Rzymskiego , budynku służącego m.in. jako miejsce wymiany handlowej. Nieopodal Teatru Antycznego znajdują się pozostałości miasta gallo-rzymskiego, prawdopodobnie z pierwszych wieków średniowiecza, czyli czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego i rozwoju Państwa Franków, które stało się późniejszą Francją.

Orange, w mniejszym stopniu, rozwijało się również w czasach nowożytnych. Obok kilku interesujących świątyń i budynków użyteczności publicznej uwagę zwraca teatr wybudowany w 1885 roku, wzorowany na Operze Paryskiej. Swoją architekturą przypomina wiele innych teatrów zbudowanych w drugiej połowie XIX wieku, choćby Teatr im. Juliusza Słowackiego na krakowskim Starym Mieście.

14.JPG

W drodze powrotnej z Orange zawitaliśmy do Fabryki Czekolady „Mathilde” w miejscowości Tulette. Fasada budynku jest stylizowana na małe sklepiki ze słodyczami zwane tutaj „chocolaterie”.

15

Wewnątrz można na własne oczy zobaczyć proces produkcji czekolady i innych słodkości. Wybór jest naprawdę ogromny, a co najlepsze, wszystkiego można wcześniej spróbować. Degustacje są we Francji bardzo popularne, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

17

18

Jakby tego było mało, słodycze z fabryki są rozwożone do miejscowych sklepów takimi zabytkami motoryzacji.

20

19

Spędziliśmy tam naprawdę miłe i smakowite popołudnie 😊

Po takiej wizycie warto spalić trochę kalorii a nic nie da lepszego efektu niż wycieczka w góry. Prezentowaną tu już wielokrotnie Mont Ventoux postanowiliśmy w końcu zdobyć. Do miejscowości Malaucene, położonej u podnóża góry, dociera się bez większych problemów. Stąd jeszcze ok. 20 kilometrów do szczytu. Bardziej zaprawieni wybierają rower. Ci mniej, wjeżdżają na szczyt samochodem. Dla nas wjazd rowerem nie wchodził w grę. Byłoby to zbyt duże wyzwanie. Postanowiliśmy część drogi przejechać Golfem a dalszą część wejść na piechotę.

Golf dotarł do ok. 10 kilometra przed szczytem na wysokość 1 200 metrów. Szkoda go było dalej „piłować”, więc od tego miejsca postanowiliśmy kontynuować podróż pieszo.

21

Jak widać do szczytu jeszcze 9 kilometrów a średnie nachylenie to 11%. Całkiem sporo. Na szczęście droga jest bardzo dobra więc wchodziliśmy bez większych problemów.

22

Góra w dolnej części jest jeszcze osłonięta drzewami i roślinnością, ale im wyżej tym coraz bardziej kamieniście. Tutaj jeszcze krajobraz przejściowy na wysokości ok. 1 500 metrów n.p.m.

23

Im wyżej, tym bardziej pustynnie lub jak kto woli – księżycowo. Miejsce trawy zajęły kamienie a wiatr wzmagał się z każdym kolejnym metrem.

24

25

Jesteśmy coraz bliżej szczytu na którym znajduje się m.in. „centrum dowodzenia” Tour de France, czyli miejsca przeznaczone dla telewizji, prasy i przede wszystkim zespołów i zawodników uczestniczących w wyścigu.

26

Jesteśmy na szczycie. Dopiero kiedy go osiągnęliśmy i minęliśmy wierzchołek od południa poczuliśmy co to wiatr na Mont Ventoux. Wiało tak mocno, że czasami trudno było ustać nie mówiąc już o zrobieniu dobrego zdjęcia. Słupek z tablicą informującą o wysokości na jakiej jesteśmy chybotał się w każdą możliwą stronę.

27

Tym bardziej podziw wzbudzają panowie ( i panie też!), którzy dotarli tu na rowerach od strony południowej. Ubrani bardzo cienko, na szczycie założyli tylko kurteczki, zjedli po kanapce i pojechali dalej. Dodamy, że my byliśmy ubrani w kurtki zimowe i czapki.

28

Właśnie tą drogą od południa podjeżdżają w ostatnich latach kolarze podczas jednego z najbardziej efektownych i najtrudniejszych etapów Tour de France.

29

Schodząc ze szczytu towarzyszyła nam już słoneczna pogoda i piękne górskie widoki.

30

Do końca jeszcze 15 kilometrów, ale 10 z nich pokonamy już samochodem. Jak widać, cały czas będziemy iść i jechać w dół.

31

W najbliższym tygodniu będziemy, po raz pierwszy podczas naszej podróży, nad Morzem Śródziemnym (Zatoka Liońska W Langwedocji).